ZAJAZD NA WERSTOK

W 1761 właścicielem Werstoku został Józef Wilczewski - podkomorzy wiski, dwukrotny poseł na Sejm, rotmistrz chorągwi 5 Brygady Kawalerii Narodowej (jazda koronna Rzeczypospolitej Obojga Narodów), późniejszy kasztelan podlaski. Józef Wilczewski ufundował w 1768 cerkiew w Werstoku. Najwidoczniej wydawał więcej niż zarabiał, bo w 1770 zwrócił się do swoich znajomych - Tomasza (1722-1788) i Anieli (1733-1819) Węgierskich o pożyczkę...

Węgierscy, którzy na Podlasie przenieśli się z Wielkopolski, byli obrotnym i świetnie ustosunkowanym małżeństwem. Przed 1754 Tomasz Węgierski uzyskał w dzierżawę Grabowiec i Stryki, dobra wchodzące w skład starostwa bielskiego należącego do hetmana Jana Klemensa Branickiego (1689-1771). Hetman Branicki był jednym z najbardziej wpływowych magnatów w ówczesnej Rzeczypospolitej, właścicielem 12 miast, 257 wsi i 17 pałaców. Tomasz Węgierski cieszył się łaską hetmana i był osobą dobrze znaną na jego dworze.

Na reprodukcji obok - hetman Branicki sportretowany przez Augustyna Mirysa ok. 1752.

Węgierscy pozostawali w zażyłych stosunkach z Branickimi, m.in. z Izabelą Elżbietą z Poniatowskich Branicką (1730-1808), trzecią żoną hetmana Branickiego i siostrą króla Stanisława Augusta, której pożyczali pieniądze. Branicka prowadziła wszechstronną działalność na rzecz mieszkańców Białegostoku i okolic. Wspierała oświatę i kulturę, ale szczególnie wiele uwagi poświęciła rozwojowi lecznictwa. Sprowadziła wielu lekarzy dworskich, którzy czuwali nie tylko nad zdrowiem hetmanowej i jej najbliższego otoczenia, ale także mieszkańców dóbr należących do Branickich.

Na reprodukcji obok - Izabela Branicka sportretowana przez Marcello Bacciarellego ok. 1757.

Wracając do Węgierskich - pozostawali w bliskich stosunkach nie tylko z familią Branickich, lecz także z przedstawicielami innego wielkiego rodu - Potockimi (rezydującymi w podlaskich Boćkach), którym również pożyczali pieniądze i od których kupili kolejne dobra ziemskie.

Józef Wilczewski pożyczył od Tomasza i Anieli Węgierskich 40 tysięcy złotych zabezpieczone na jego dobrach w województwach podlaskim i brzeskim. Tomasz Węgierski przywiózł kwotę pożyczki "do Wersztoku w dom J.W. Wilczewskiego". Po 2 latach Wilczewski przestał spłacać dług. Zamiast pieniędzy wysyłał Węgierskim listy z wyjaśnieniami. Pisał na przykład 16 maja 1775 z Werstoku:

Dług WMćP. [Waszmość Pana] wraz z prowizyą onemu należącą koniecznie chcę oddać, byle mi moi Debitorowie [dłużnicy] oddali pieniądze. Biskup Wileński winien mi kilkadziesiąt tysięcy, Podkomorzy Lidzki także, Podkomorzy Wołkowyiski kilkanaście tysięcy, inni różni, iuż to po sto, iuż to po dwieście Czerwonych Złotych, a od żadnego ani prowizyi, ani kapitału wyżebrać nie mogę. (...) cóż tedy nieszczęśliwy człowiek mam robić, znam y wiem, żem powinien oddać bez żadney exkuzy [usprawiedliwiania się], lecz gdy tak strasznie zawiedziony zostałem, a ieśli mi ieszcze nie oddadzą pieniędzy, to sposobu do oddania mieć nie będę; chyba według opisu: bierz WMćP. Dobra, które się podobaią.


Jak wynika z memoriału małżonków Węgierskich wysłanego później do króla Stanisława Augusta oraz Rady Nieustającej, Węgierscy próbowali na różne sposoby odzyskać dług. Pojawiali się niezapowiedziani w Werstoku, korzystali z pośrednictwa przyjaciół, wysyłali do Wilczewskiego listy. Ostatecznie oddali sprawę do sądu grodzkiego w Brześciu. Sąd ten - po długim postępowaniu obfitującym w nieoczekiwane zwroty akcji inicjowane przez Franciszka Wilczewskiego, syna właściciela Werstoku i starostę sądowego wiskiego w jednej osobie - 20 marca 1777 roku oddalił apelację Franciszka Wilczewskiego. Ojciec apelacji nie składał. Zgodnie z dekretem sądowym, wierzyciele uzyskali prawo żądania zapłaty długu z odsetkami oraz zajęcia majątku Wilczewskich.

W trakcie procesu wierzyciele dowiedzieli się, że Józef Wilczewski przeniósł część swoich dóbr - "Dobra Czernie" - na syna, Franciszka. Franciszek Wilczewski zobowiązał zarządcę majątku w Czerniach pisemnym, ostrym w tonie poleceniem do obrony Czerniów przed zajęciem. W Czerniach pojawili się zresztą osobiście Franciszek z bratem Józefem oraz kuzynem Stanisławem (chorążym bądź porucznikiem w wojsku litewskim - różnie jest tytułowany w pismach), "maiąc zbroynie przybranych zgraie ludzi" - i nie pozwolili na przejęcie mienia przez wierzycieli. Węgierscy nie chcieli mieć takich kłopotów. Wybrali Werstok i poprosili podstarostę brzeskiego Suzina, zarządcę Werstoku, aby przekazał im Werstok w posiadanie. 4 sierpnia 1777 Tomasz Węgierski pojawił się w Werstoku z podstarostą Suzinem, woźnym oraz dozorcą Franciszkiem Kraśkiewiczem, aby spokojnie dopełnić formalności. Suzin dostał od nowych właścicieli 3 tygodnie ('trzy niedziele czasu") na wywiezienie wszystkich rzeczy Wilczewskiego z budynków. Mienie ruchome zostało opieczętowwane, z czynności sporządzono protokół.

W tym miejscu w memoriale Węgierskich pojawia się wzmianka o werstockich chłopach. Otóż podstarosta Suzin "gromadzie zwołaney posłuszeństwo zapowiedzieć kazał"...

Tydzień później synowie kasztelana, Franciszek i Józef Wilczewscy, wraz z kuzynem Stanisławem i grupą 150 ludzi najechali nocą dwór w Werstoku.

Jak wyglądał napad na dwór? Według opisu zawartego w memoriale Węgierskich, napastnicy podzielili się na 3 grupy i najechali dwór pod osłoną nocy. Atak nastąpił na sygnał. Trzyosobowe dowództwo zadbało o to, żeby ich podkomendni byli odpowiednio rozochoceni alkoholem. Atakujący zniszczyli bramy i ogrodzenie i dostali się do dworu. Głównym celem ataku był jeden z pokojów, w którym napastnicy spodziewali się zastać nowego właściciela Werstoku, czyli starostę Tomasza Węgierskiego, który od tygodnia mieszkał we dworze ze swoimi ludźmi - i zapewne przygotowywał posesję do zamieszkania. W chwili ataku nie było go jednak we dworze.

Na reprodukcji powyżej - "Zajazd na Soplicowo" Maksymiliana Gierymskiego, 1868.

W strzelaninie zginął jeden z napadniętych. Nie zmarł od razu. Prosił (bezskutecznie) o ostatnie namaszczenie. Napastnicy zakopali jego zwłoki koło dworu i wystawili straż. Inny szlachcic został złapany podczas ucieczki; pobity i poraniony trafił do komórki albo piwnicy ("smrodliwej turmy") i był tam więziony przez ludzi Wilczewskich.

Opis ataku zawarty w memoriale Węgierskich skierowanym do króla i Rady Nieustającej (przepisany z zachowaniem oryginalnej ortografii i interpunkcji):

Lecz inaczey doświadczyć mi przyszło, kiedy z zebraną zgraią do wykonania gwałtów, y uproiektowanego tumultu, WW. Ichmość PP. Franciszek Starosta Sądowy Wizki, Stanisław Porucznik w Woysku Litewskim, y Jozef Wilczewscy, maiąc z sobą ludzi swoich służących, Tańskiego, Suleiowskiego, Burmana, y rożney kondycyi z obcych mieysc zasiągnionych, do osob pułtorasta wynoszących, na trzy Partye rozdzieliwszy, tę tak znaczną Kommendę, ze wszystkich stron pod umowionemi sobie znakami, każdy z tych trzech WW. Ichmciow Wilczewskich przewodnicząc zebraney kupie, napoiwszy ich dla wykonania śmieley, odważniey gwałtu, y tyranni, Dwor w Wersztoku w ciemney nocy do attaku naiechali; iuż tu ani sposob wypisać dostatecznie, iak okropne wykonywane były tyrannie, kiedy piiane Roty, parkan wycinali, Bramy wyrębywali, nikogo nie żywiąc, kogo tylko spotkali, słysząc mocne animowanie przez W. Starostę Wizkiego temi słowy bezprzestannie powtarzane; nie uważay, nie uważay, Starostę bierzcie; iakoż posłuszna swemu Dowodzcy Kommenda nic nie uważali, chociaż pod ich oczami polegli zamordowani, spodziewaiąc się mieć mnie w tym Dworze znayduiącego się, naywiększy szturm, strzelanie, attak był przypuszczony do tego pokoiu, gdziem przez ten cały tydzień po obięciu spokoyney Possessyi był omieszkany; są Wizye, y Manifesta niebespiecznie rannych ludzi moich, w czasie tego tak okropnego attaku, ktorzy w niepewności życia dotąd zostaią, zginął ieden z ludzi moich na mieyscu ubity, który ani zwyczaiem Chrześciaństwa, nie był opatrzony na drogę wieczności, o tę ostatnią dopraszał się uczynność; był zaraz nieodwłocznie, na tamtym mieyscu pochowany, którego mogiła, nie wiem dla iakich przyczyn dotąd ściśle strażą strzeżona; Rządałem od tamecznego Kommendarza sepultury [pogrzebu, pochówku] tego tyrańsko zamordowanego człowieka, ale gdy WW. Wilczewscy przewidzieli o tym, czemu zapobiegaiąc od Kościoła Bożego Kommendarza absoluta potestate [bezwzględnym przymusem, pełną mocą] wypędzili, ale testimonium in actis metrices [świadectwo w aktach metrykalnych] pochowania tego to zabitego zostało, ktore excerptem wystarałem się mieć; Szlachcica uciekaiącego, y chroniącego się od tak natarczywych bezprzestannym strzelaniem naiezdnikow, dopadłszy bezbronnego, rąbali, po tyrańsku mordowali, którego niechcąc wydać, u siebie zatrzymali, nie po ludzku z nim się obchodząc, w smrodliwą wtrącili turmę [więzienie]. Odgrażaią się dotąd na zabicie Osoby moiey, y koniecznie godząc na życie moie.


Po napadzie Józef Wilczewski wysłał odręcznie napisany manifest do króla. Oskarżył Węgierskich o "zajechanie" należącej do niego wsi i dość pokrętnie wyjaśnił swoje racje uzasadniające odzyskanie majątku z użyciem przemocy.

Dość powiedzieć że to Pryncypalne Mięszkanie moie było w ktorym co tam było Sprzentow, bo Cały Zbior przez trakt Życia Mojego tam się znaydował.

W odpowiedzi Tomasz Węgierski wystosował do króla memoriał (podpisany również przez żonę) - kilkakrotnie już wyżej przywoływany i cytowany. W memoriale wyjaśnił wyczerpująco, dlaczego prawda leży po jego stronie. Wezwał do udzielenia mu zgodnej z prawem pomocy wojskowej. Wsparł go swoim piórem syn Tomasz Kajetan Węgierski, który dołączył do pisma rodziców odręczny list do monarchy ze stanowczym przesłaniem: „Na to wszystko cokolwiek Pan Kasztelan [tj. Józef Wilczewski] w Memoryale swoim wyraził, iednym słowem nieprawda, odpowiada się", a następnie wypunktował kłamstwa Wilczewskiego.



Wspomniany syn, Tomasz Kajetan Węgierski (1756-1787) - to poeta, absolwent warszawskiego Collegium Nobilium, późniejszy członek Rady Nieustającej, znajomy Ignacego Krasickiego i uczestnik obiadów czwartkowych organizowanych przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, antyklerykał i zdeklarowany ateista. Jeżeli w Wikipedii odnajdziecie hasło "obiady czwartkowe", to od razu rzuci Wam się w oczy fragment wiersza napisanego przez potomka właścicieli Werstoku:
A uczone obiady? znasz to może imię?
Gdzie połowa nie gada a połowa drzymie,
W których król wszystkie musi zastąpić ekspensa,
Dowcipu, wiadomości, i wina, i mięsa.


Na reprodukcji powyżej - Tomasz Kajetan Węgierski sportretowany przez Augustyna Mirysa w 1772.

Syn właścicieli Werstoku zdecydował się upublicznić spór o folwark i w październiku 1777 roku opublikował memoriał „Uwagi w sprawie Węgierskiego z Wilczewskiemi", skierowany do króla Stanisława Augusta oraz Rady Nieustającej. Była to mowa oskarżycielska, w której poeta zarzucił, że bezprawie popełnione przez Wilczewskich możliwe było dzięki protekcji ze strony najwyższych władz - i wezwał do wymierzenia sprawiedliwości, odwołując się do „kochanego Narodu".

ale kiedy mi doniosą, że o 20. mil od Warszawy, Starosta Sądowy Wiski zebrawszy kupę naiemney hałastry, Łotrów zbrodniami znaiomych, naiedzie spokoynie siedzącego obywatela we wsi, którą mu prawo sprawiedliwie przysądziło, kiedy napadłszy na bezbronnych, rąbie, siecze, kaleczy, strzela, zabiia, kiedy sam na czele tak godnego korpusu dowodzi, i ręką swoią waleczną razy zadaie, a to wszystko bezkarnie, w tenczas się krew burzy we mnie

Efekt? Stracił posadę w Departamencie Sprawiedliwości, poparcie możnych przyjaciół, a wkrótce potem skazano go na grzywnę i 7-dniowy areszt w wieży górnej marszałkowskiej.



Po wyjściu z aresztu chwilę posiedział w Polsce, a następnie (zmuszony do emigracji) objechał Europę i udał się do Stanów Zjednoczonych, gdzie poznał m.in. Tadeusza Kościuszkę i Jerzego Waszyngtona. Po 5 latach wrócił do Europy. Żył m.in. z grania w karty (był w tym niezły). Zamierzał wrócić do Polski - król Stanisław August obiecał nawet poparcie jego kandydatury na posła z ziemi bielskiej. Nie zdążył. Zmarł w wieku 31 lat we Francji. Jak donosi Wikipedia, za pozostawiony przez młodego Węgierskigo spadek w wysokości 10 tys. funtów szterlingów jego matka Aniela Węgierska kupiła miasto Wysokie Mazowieckie z gruntami o powierzchni ponad 5 tys. hektarów i znajdującymi się na nich wsiami. Połowę tej potężnej kwoty młody Węgierski - o czym już Wikipedia nie donosi - wygrał w karty z księciem Walii, późniejszym królem Jerzym IV.

Co stało się z Werstokiem? Na podstawie map dokumentujących rozbiory Polski trudno ocenić, w jakim zaborze znalazł się Werstok. ᐊ  Na brytyjskiej mapie z 1799 wieś została zaznaczona dokładnie na granicy pomiędzy zaborem pruskim a rosyjskim. Ten fragment mapy nie jest niestety zbyt wiarygodny, bo pomiędzy Werstokiem a Orlą autor umieścił Kleszczele - a miasto to od 450 lat znajduje się nie na północny, lecz na południowy zachód od Werstoku. W każdym razie - jeżeli Werstok znalazł się w zaborze pruskim, to zapewne podzielił losy Grabowca i innych dóbr należących do rodziny Węgierskich w okolicach Bielska Podlaskiego, czyli został przejęty przez Prusaków (wspomina o tym Wojciech Konończuk w opracowaniu "Pożyteczny obywatel z Grabowca, czyli nieznane karty biografii Tomasza Kajetana Węgierskiego"). Jeżeli natomiast Werstok trafił do zaboru rosyjskiego, to - z punktu widzenia Węgierskich - znalazł się po prostu w innym państwie.

DO GÓRY


           Dom Dobry 2018-2021                           Jesteśmy na  permakultura.edu.pl